no juz 2 (slownie: dwa) tygodnie trwam w tym niezwykle dziwnym, wymuszonym i niepotrzebnym zwiazku. tydzien temu troche smy sie zagalopowali. postanowilam nie psuc naszych relacji i nie zrywac, a dac temu samemu umrzec, wkoncu ida wakacje, nie bedziemy sie widziec, wiec mam nadzieje, ze sie uda.
Pisalam, ze troche mnie do Niego ciagnie? ciagnie mnie strasznie mocno i z kazdym dniem coraz bardziej. pisze, dzwoni, interesuje sie, a mi to nie pomaga pozbyc sie jego z moich mysli. nie chce wracac, ale moze warto. boje sie, ze zrobie cos, co pozniej zakonczy sie dokladnie tak samo beznadziejnie.
Moja twierdzi, ze gdyby nie te anomalie w naszych zyciach, byloby nudno. mozliwe. ale moze przydaloby mi sie troche nudy.
chyba najblizsze 3 (slownie: trzy) lata spedze na oczekiwaniu, nie na pracowaniu.
skomentuj (0)